„Przedziwny zestaw, który pięknie sobie wymyślił metodę takiego właśnie grania
–kupa wirtuozerii i coś naprawdę oryginalnego! ale bez dziwowania.
I w rytmie i swingująco”
Jan Ptaszyn Wróblewski
TRZY KWADRANSE JAZZU, Program 3 PR


„Frontmani na wibrafonie i marimbie (kwartet Fouth Floor) to rzadkość na współczesnej scenie jazzowej i już sam ten fakt spowodował zainteresowanie publiczności. Jeśli do tego dodamy błyskotliwe kompozycje, wysokiej klasy technikę i sprawność improwizacyjną Jana Freichera i Dominika Rosłona, to mamy odpowiedź na pytanie o decyzję jury.”
Tomasz Szachowski
JAZZ FORUM

„Rok temu wygrali festiwalowy konkurs, a wczoraj błysnęli jako młoda strona tegorocznego Jazzu Nad Odrą. Zespół Fourth Floor ponownie pokazał, że niecodzienne połączenie wibrafonu i marimby może przynieść świeży efekt,
który elektryzuje publiczność.
(…) muzykę FF oprócz znakomitego warsztatu cechują właśnie młodzieńcza werwa i nieograniczona twórcza inwencja. Prawdopodobnie jesteśmy świadkami początku ich wspaniałej drogi artystycznej.
Joanna Bolanowska
JAZZ NAD ODRĄ


„Nieoczekiwana zmiana nastroju wśród słuchaczy nastąpiła trzeciego dnia trwania festiwalu. Mowa o zespole „Fourth Floor” powstałym w 2006 roku. (…)
Muzyka przedstawiona przez tych młodych artystów była pełna ekspresji i świeżości, a urzekająca lekkość rytmu sprawiała, że słuchanie tych nieprzeciętnych kompozycji było rozkoszą dla umysłu i ducha.”
DZIENNIK BRZESKI

„Świetny wybór tych, którzy byli jurorami na festiwalu Jazz Nad Odrą. Bardzo się z tego cieszę, bo to nowe spojrzenie na to wszystko co dzieje się w jazzie.
(…) Można liczyć na to, że to jest skład, który przetrwa.”
Wojciech Żurad
TERAZ JAZZ, Radio Wrocław

 

Jak naczynia połączone
„Fourth Floor to cztery osobowości muzyczne, które znakomicie się uzupełniają”

Rozmowa z JANEM FREICHEREM, wibrafonistą i kompozytorem

Pamięta Pan Bydgoskie Impresje Muzyczne z 2005 r., gdy odkryto talent Jana Freichera?

Oczywiście! Nie stawiłem się na rozdaniu nagród, ponieważ byłem w Gdańsku świadkiem na ślubie skrzypka z Symhonic Fusion, Przemka Mazura. O wynikach dowiedziałem się przez telefon - co za akcent podczas wesela! Z powodu tego ślubu nasza wizyta w Bydgoszczy była trochę na wariackich papierach, niemniej spędziliśmy tu piękne chwile... W rok po BIM grupa Symphonic Fusion nagrywała w Radiu PiK, gdzie krótko potem wróciliśmy z zupełnie nowym projektem Fourth Floor.


 
W 2007 r. bydgoski wybór potwierdziła Grand Prix na Festiwalu Jazz nad Odrą i tytuł Indywidualności Artystycznej. Kariera stanęła otworem?

To był zespół naczyń połączonych. Jako laureaci Jazzu nad Odrą graliśmy na Pomorskiej Jesieni Jazzowej, gdzie decyzją publiczności zespół Fourth Floor zdobył Klucz do Kariery, można zatem powiedzieć, że dosłownie otworzyła się przed nami kariera. Tyle że to coś bardzo ulotnego, więc staram się, aby zarówno mój rozwój, jak i Fourth Floor dojrzewały stopniowo i w naturalnym tempie.
 

 

Fenomen Fourth Floor polega na rzadkim połączeniu wibrafonu i marimby. Oba to instrumenty perkusyjne, gdzie tkwi różnica?

Wibrafon to instrument młody, bo 100-letni, a marimba jest jednym z najstarszych (o określonej wysokości dźwięku) w historii ludzkości, jednak obecnie są one wizualnie bardzo do siebie podobne. Tyle że marimba ma drewniane sztabki, zaś wibrafon - metalowe, co bardzo wpływa na brzmienie. Wibrafon wyposażony jest w silnik powodujący wibrowanie dźwięku - stąd nazwa - i jest wykorzystywany w muzyce filmowej oraz w jazzie, natomiast marimba pojawia się w muzyce klasycznej, ale też w afrykańskiej i latynoskiej. Czasem te instrumenty można usłyszeć u Stinga czy Pata Metheny’ego, ale nigdzie w takim połączeniu, jakie my stosujemy. Jednak nie tylko to decyduje o indywidualności Fourth Floor, ważne jest połączenie czterech osobowości muzycznych, które znakomicie się uzupełniają. Nasza gra z Dominikiem często sprawia wrażenie, jakbyśmy byli po jednej z rąk tego samego instrumentalisty. A Fourth Floor to cztery takie kończyny: stanowimy zespół, który zachowuje się jak jeden organizm. Perkusista, który w skoordynowany sposób używa wszystkich czterech kończyn, jest dobrą metaforą obrazującą to zjawisko, tym bardziej na Drums Fuzjach! (śmiech)

Na tych odrabiamy lekcje z Chopina. Do jakiej przymierzył się Pana zespół?

Po pierwsze zadbaliśmy, aby ten przejęty z zewnątrz temat, nie zachwiał tożsamości wypracowanego przez Fourth Floor brzmienia. Z drugiej strony (ze względu na ogromny szacunek do muzyki Chopina) nie chcieliśmy jej niczego ujmować. Na grunt latynoskich rytmów przenieśliśmy tematy zaczerpnięte z mazurków oraz walców, które, jak się okazało, znakomicie i naturalnie wtopiły się w naszą estetykę fusion. Podobnie Mazurek D-dur w aranżacji duetu fortepianowego Marek i Vacek, co będzie także przypomnieniem twórczości doskonałego duetu, którego na żywo już nie usłyszymy.

Katrzyna Kabacińska
EXPRESS BYDGOSKI

 

„Mój zespół to moi najwięksi idole”– wywiad z Janem Freicherem

Idea połączenia wibrafonu i marimby jest tak niecodzienna, że mogła wyjść tylko od młodych ludzi.

        Jak zaczęła się Pana przygoda z jazzem?

W latach 90. na rynku było wiele płyt z polskim jazzem i zacząłem się w nie wsłuchiwać. Byli na nich na przykład bracia Jacek i Wojtek Niedzielowie, Piotr Wojtasik, Piotr Baron, albo Bernard Maseli, mój późniejszy wykładowca z Katowic. Do dziś pozostaje on dla mnie ogromnym autorytetem jako znakomity muzyk, kompozytor oraz wspaniały człowiek. Później pojawił się Chick Corea ze swoim wręcz perkusyjnym podejściem do fortepianu. Myślę, że to właśnie on zakorzenił we mnie zamiłowanie do latynoskich rytmów.


Czy chciałby Pan zająć się też innym gatunkiem muzyki niż jazz?

Jazz to obecnie bardzo obszerne pojęcie. Muzyka, którą uprawiam, często się w nim zawiera. Ale chętnie tworzę też inne rzeczy, piosenki do poezji czy utwory instrumentalne pozbawione elementu improwizacji.

Staram się poruszać po szeroko pojętej muzyce rozrywkowej, również tej symfonicznej. Uważam, że także muzyka Fourth Floor jest według tradycyjnych kategorii mocno nie-jazzowa. Dla ortodoksyjnych fanów tego gatunku pojęcie jazz jest nierozłączne ze swingiem i instrumentami typu kontrabas, saksofon, trąbka. A u nas występuje marimba - instrument z zupełnie innej bajki, który wprowadza latynoski charakter! Chętnie odchodzimy zatem od jazzu w stronę gatunków mieszanych, jak fusion czy smooth jazz.


W jaki sposób wygrana w konkursie JnO wpłynęła na Pana życie?

Nasz tegoroczny występ na Jazzie nad Odrą daje obraz tego, jak poważnie festiwal podchodzi do promowania swoich laureatów. Dzięki JnO moje nazwisko i zespół pojawiły się w całej Polsce, staliśmy się obiektem zainteresowania mediów. Sam tytuł laureata tego festiwalu stanowi swego rodzaju znak jakości na rynku muzycznym.W przypadku innych konkursów promocja zwykle kończy się na wręczeniu tytułu zwycięzcy.


Oprócz Fourth Floor brał pan udział również w innych projektach muzycznych - czy będzie Pan je kontynuował?

Najważniejszymi są dla mnie dwa równoległe projekty: Fourth Floor oraz Symphonic Fusion, w których realizuję się jako kompozytor. Osobną historię stanowi trio Flaming stworzone wraz z przyjaciółmi z Trójmiasta - Grzegorzem Lewandowskim oraz Łukaszem Makowskim. Wzrastaliśmy wspólnie muzykując i rozwijaliśmy się, ucząc się od siebie. Obecnie nadal chętnie się spotykamy i bawimy się muzyką.

Jeśli chodzi o projekty, które nie są moimi autorskimi, na pewno warto wspomnieć „Mszę” Leszka Możdżera. Przed miesiącem ukończyliśmy nagranie płyty, która niebawem ujrzy światło dzienne. Spodziewam się koncertów promujących tę płytę. Współpraca z takimi znakomitościami, jak Leszek Możdżer czy Piotr Mania również przynosi mi wiele satysfakcji, a przy okazji pozwala zdobywać doświadczenie.


Jakie są plany Fourth Floor na najbliższą przyszłość?

Pragniemy się doskonalić, gramy coraz więcej koncertów. Z drugiej jednak strony stawiamy na ich jakość, a nie ilość. Z nagraniem płyty nie śpieszymy się. Chcemy to zrobić tak, żebyśmy byli pod każdym względem zadowoleni, zatem nie wytwarzamy sobie niepotrzebnego ciśnienia.

Nie podjęliśmy jeszcze decyzji co do sposobu realizacji naszej płyty. Skoro fusion jest połączeniem jazzu z elementami rocka czy popu, to mamy do czynienia z mieszanką gatunków, które nagrywa się zupełnie inaczej, w innych warunkach.

Pewne jest to, że materiał na płycie nie będzie brzmiał tak samo jak na koncertach – to jest jednak inna forma przekazu. Inne emocje wyzwalają się, gdy gra się dla publiczności, a inne w studio, gdzie każdy dźwięk brzmi aż nadto sterylnie. Podobnie zresztą jest z odbiorem koncertu na żywo i słuchaniem płyty w domu. Dlatego uważam, że ten język musi się nieco różnić. Niewykluczone, że na nagraniu pojawią się dodatkowe instrumenty, ale ta koncepcja jeszcze musi dojrzeć.


Czy ma Pan wymarzonego muzyka, z którym chciałby zagrać?

Moje marzenie to gra z Dominikiem Rosłonem, Marcinem Grabowskim oraz Radkiem Szarkiem, czyli członkami naszego zespołu (śmiech). To są moi najwięksi idole muzyczni.

Joanna Bolanowska
JAZZ NAD ODRĄ